punktG


Link 20.01.2008 :: 19:00 Komentuj (0)


W świecie, który też zna Świętego Mikołaja żył sobie i pozwolę tutaj użyć określenia człowiek zwany przez miejscowych El trzy kropki (gdzie pisownia wygląda tak: El …).
Mówili na niego tak gdyż leniwe społeczeństwo lubi skracać długie nazwy a wygodniej powiedzieć „El … rusz tutaj swój zad” niż „El artystos lowerasos piłkarzos lubiącos riki martinos i grającos w test drajwos unlimitedos orazos dżiros of łorosos noszącos czarnos soczefkos rusz tutaj swój zad”. Jego dusza była piękna, czego nie można było powiedzieć o zewnętrznej powłoce i nie chodzi tutaj o uzębienie oraz tłustą fryzurę czy kanciaste okulary ani o to, że smarował się samoopalaczem nawet już nie o tą krótszą nogę z ortopedycznym jeżem sprowadzonym specjalne z Juta. Nie zdecydowanie nie, bo chodziło o ta frajerską metrówkę, którą nosił przy pasie i ten specjalny tornister w gustownych barwach bojowych plemienia „Uczipałanga”. Z racji, że El… zawsze był inny niż reszta szkolniaków był pod ochroną Ministerstwa Edłukacji, które zapisało go do programu „Medycyna czyni cuda - zmień frajera dziś w ogiera”.




Link 21.01.2008 :: 13:30 Komentuj (0)


Pod bacznym okiem Pana Doktora pracującego w Ministerstwie Edłukacji El trzy kropki przechodził serie badań, które miały go przywrócić społeczeństwu i przystosować do ciężkiego życia na dyskotekowych parkietach, randkowych czatach internetowych oraz nauczyć reguł rządzących w świecie zakładów sportowych. Czujne oko Pana Doktora, które zaobserwowało, że El trzy kropki czerpie wzorce osobowe z Koziołka Matołka, Mojojojo, AkszynMena, Misia Padintgona, Ani z Zielonego Wzgórza, Taty Muminka i Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej, wydało werdykt, iż pacjent jest nieszkodliwy, możliwe nawet, że zdrowy, ale pozostawiłby go jednak pod dłuższą obserwacją. A Doktor bardzo lubił patrzeć - stawał w kącie zasłaniając się firanką i doniosłym głosem zapewniał, że go tam nie ma, w co El trzy kropki bezgranicznie jemu wierzył. Po zebraniu wszystkich potrzebnych notatek jego kurator wydał opinie o „Wyletałtowaniu gostasa z klinikasa, na przepustasa”, co dokładnie cytujemy. A więc El zabrał ze sobą swoje Trzy kropki i udał się na przystanek autobusowy, by pojechać w odwiedziny do swojego brata, który nie miał kropek.


Link 22.01.2008 :: 09:30 Komentuj (2)


On de przystanek autobus przybył nie w czas. I jak to w lajfie bywa raz się trafi stokrotka a raz pokrzywa kierowca trafił się chamem i nie chciał zaczekać na pasażerów. Za krótko nogi El kropki trzy był niepocieszony zaistniałą sytuacją i kierując się głosem serca oraz typową samczą rywalizacją typu, „kto jest większym kafarem” zaczął nie tyle ścigać autobus, co się ścigać z autobusem. Może prześcigniecie autobusu prywatnych linii przewozowych uszłoby Panu El… na sucho (ha ha ha na sucho jak by nie mogłoby wyjść na przykład na sypko buhahahaha hem) mimo świadków w postaci rakiety ziemia powietrze Świętego Mikołaja na Śmigłonibylocie Meksikańskiej Gringo Giwera Loko Loko Myszy i nieprzestającego patrzeć Pana Doktora ukrywającego się za autokarową firaneczką zapewniającego donośnym głosem, że go tam nie ma, wyłapał go hypny i bardzo kolesiowo szczwany dinks zwany foto kurcze radarem, koło którego przez przypadek czuwał Szeryf na szkwał i koleżka, że hej i ho dzielny bardziej niż Zakościelny w Kryminalnych Teksasas Reńdżer Dżej Di. Po przeczytaniu zdjęcia i obejrzeniu jego treści dzielny Szeryfasos zakodował w swojej czaszkowej bazie danych twarz demona prędkości o imieniu El trzy kropki. Dżej Di swobodnym krokiem podszedł do swojego dwu śladowego pojazdu odpalił Hanka Williams’a i nie zamknął drzwi, bo ich nie miał, ale za to miał silnik, więc go odpalił i ruszył w pościg, bo pościgi to jego… no to jego to kurde coś, co lubi… No.


Link 23.01.2008 :: 00:00 Komentuj (3)


Nasz dzielny policjant, główny pogromca zła znany też pod pseudonimem Dżej Di ( JD=Just Death) niefortunnie uderzył w oposa podczas pościgu za El ... . Defekt pooposowy okazał się na tyle poważny że JD nie mógł kontynuować jazdy. Na szczęście zawsze wozi w schowku swój alternatywny środek transportu. Tzw. "psokoń"- stwór o charakterze zwierza: hybryda psa i konia.Przy niezwykle niewielkich rozmiarach posiada jednocześnie monstrualną moc. Choć wygląda niepozornie, śmiesznie a wręcz żałośnie to nie jeden z nas by się na tej opinii "przejechał". Nie zwlekając zbyt długo wskoczył na psokonia robiąc przed tym dwie gwiazdy i cztery salta a następnie zauważając że jest na kompletnym pustkowiu gdzie nie ma żadnych laseczek do wyrwania i przyszpanowania po prostu ruszył bez fajerwerków lecz skutecznie... do przodu.


Link 24.01.2008 :: 11:00 Komentuj (0)


JD widząc, iż na El ... On sam i cała szalona banda nie wystarczą postanowił poruszyć niebo i ziemię sprowadzając prosto z Mechiko Siti gościa o ksywie „Sprzedający Śmierć"(z Hiszpańskiego "Vender la muerte"). Był tak zaradny i dokładny zarazem, iż do tej pory nikt się nie urodził i nie umarł bez jego wiedzy i zezwolenia. Trafia we wszystko, co się rusza i powoduje, że to coś już nigdy się nie poruszy. Dysponuje celnością, refleksem i zręcznością niczym chiński więzień składający zabawki na taśmociągu. Nie wie, co to ból a swoje uczucia już dawno wysłał pierwszym kontenerem darów dla powodzian. Jest mocno stuknięty nawet lokalni Loco Gringo wolą go unikać, bo "Sprzedający Śmierć" w wolnym czasie lubi kraść ludziom strupy i krzyczeć na myszy z podwiniętą jedną nogawką...


Link 25.01.2008 :: 01:24 Komentuj (0)


W jednym z kurortów nie opodal Guadalupe zadomowił się nasz znajomy Pan Doktor (gdzie Pan to imię a Doktor nazwisko). Zajął się nauką pierwszej pomocy z dużym naciskiem na metodę „usta – usta”, bo jak na jego szczęście ośrodek o dającej dużo do myślenia nazwie „Chętna Misia” akurat gościł zawodniczki z różnych krajów startujące w „zawodach na gorącą kicię roku grającą w wodną siatkówkę”. Jednak jego szczęś…znaczy się praca nie trwała długo, bo okazało się, że 3 finalistki startujące o główną nagrodę to fajne chłopaki. Zdruzgotany podłością losu zatrzasnął się w swym spartańskim aczkolwiek funkcjonalnym pokoju i podjął się po uprzednim wyczesaniu kota kolorowaniem telewizora podczas oglądania filmów z Czarlim Czeplinem. Odpalił sobie na winylu „Everybody Hurts” z akompaniamentu zespołu „REM” i chwile po tym dał susa asa tadarasa na huzia do łózia.



Link 25.01.2008 :: 01:26 Komentuj (1)


Motyla noga to wszystko. Mam już dość tej wstrętnej gonitwy i coś mi mówi, że zasługuję na urlop. Jestem smutny, rozczulony a przy tym pięknym słońcu wspomnienia wracają niczym jesień po lecie, o co chodzi...sami wiecie. Tak się złożyło, że jestem na środku pustyni, co znaczy, że niedaleko knajpy mojego brata „Rakiety”. Lecz niedaleko na AKURAT tej pustyni może oznaczać jeszcze trzydzieści osiem lat podróży. Jego knajpa ma wszystko, czego potrzebuje każdy szanujący się mężczyzna - hektolitrów galonów piwa, osiemset tuzinów najróżniejszych modelów kobiet i 14 kontenerów gier hazardowych. Jest równie nie do opisania co poranny widok Majkela Dżeksona. Posiada więcej bajerów niż scyzoryk MakGajwera i trele morele tych bajerów bez liku można by jeszcze wymieniać wiele. Oj jejku, jejku gdzież to ona jest? Nie mam już sił dalej wędrować, zaraz umrę...umieram... O! jest! wiedziałem że jestem niedaleko.


Link 27.01.2008 :: 13:59 Komentuj (0)


Zawiedziony Pan Doktor nie wierząc w kobiece wdzięki i będąc na skraju rozpaczy zakupił od totalnie na maksa i w ogóle LOL bezrękiego handlarza pierdołami, którego wspierała pomocną dłonią bez kitu centralnie beznoga, samo wożąca się w taczce małpa... mapę do „Jaskini Alibaby”. A warto znaleźć taką mapę bowiem jest to miejsce fajniejsze niż hybryda iksboksa, plejstejszyn i Dżeny Dżemisson. Miejsce które pochłania czas bardziej niż wypełnianie pitów czy patrzenie się na lampę owadobójczą. Bez chwili namysłu wsiadł na swoje „Wigry3 z doczepionym 75 konnym silnikiem z Renault Thalia” podkręcił podtlenek azotu i wyruszył do ziemi obiecanej…


Link 27.01.2008 :: 14:02 Komentuj (0)


Gdzieś na skraju Teksasasu osobnik o ksywie Vender la muerte (z hiszpańskiego Sprzedający Śmierć) stanął do pojedynku z „Epickim Herosem” znanym nam ziemianom bliżej jako Czak Norris. Napotkał go w jednoznacznej sytuacji w miejscu uchodzącym za najnudniejsze na świecie (miejsce typu nawet dunder tu nie świśnie i szlag nie ma kogo trafić) bo za lokalną atrakcję turystyczną uchodzi tu słup wysokiego napięcia gdzie prąd po drutach zawraca a lokalne zwierzeta hodowlane z nudów wyewoulowały sobie skrzydła by się z tąd zabrać. W tej soczystej niczym arbuzy walce wydawałoby się, że obaj dżentelmeni mają równe szanse, ale jak mówi mądre góralskie przysłowie „gdyby kózka kwiecień plecień to by ślimak kij ci w oko” i tym oto sposobem niepokonany Strażnik Teksasu doczekał się końca swojego czasu (pycy pycy pum sprawdź to oo ooo O). Czak rzekł „ładafak!” i nim przyszło mu strzelić półobrót (z prędkością huraganu „werystrongłind”) w kalendarz z bieżącym rokiem spojrzał w twarz swojego oprawcy i spytał: „Masz papier’o?”. Na co Vender la muerte odpowiedział mu pytaniem na pytanie „dlaczego masz takie płaskie oczy?” (dla wyjaśnienia mina Czaka: (-_-). „Zdemoralizowany C.D. Parker zaserwował mi w swojej knajpce dobrze wysmażonego lecz stanowczo za mało przejechanego pręgowca amerykańskiego” odparł rendżer Łoker. Przez to zatrucie pokarmowe najbardziej wunder karateka jaki chodził po tej ziemi skorzystał z rady którą przeczytał na tymbarkowym kapslu „zmruż oczy a nic nie wyskoczy”. „Domyślam się kto cię przysłał, ale popraw mnie jeśli się mylę” zagaił Czak. „Leszek co ma mały mieszek zapodał mi esa że fioletowy Tubiś chce mojej śmierci. To on ?” po czym Sprzedający Śmierć odpowiedział mu:
-„...Hmm...Nie? Heloooł?!! Ty zarośnięta ruda pało nie łączysz faktów?”
-„To Agnieszka Frykowska która przez ciebie mimo prób nie może się przebić do „hajlajfu” no bo jesteś jedyną osobą która policzyła do nieskończoności – dwa razy.”
-„ A poza tym twój kawał o orzeszkach spowodował masową emigrację jeży w Juta”. Po czym wpakował w Czaka dla pewności 8x120 naboi z „Wyjebolitu” o kalibrze 45 i przypierniczył mu zlewozmywakiem po rajtkach. Kiedy Norris się nadal ruszał nie było innego wyjścia jak założyć mu duszenie w parterze płetwalem błękitnym... Po 3 godzinach Sprzedający Śmierć poszedł zrealizować czek.


Link 27.01.2008 :: 14:03 Komentuj (0)



Długo nie czekając przywdziałem tak zwaną "wyjścióweczkę" i pomknąłem ku zapomnieniu. GROOVY!!! YEAH BABY, YEAH!!! -EL-"O cześć maleńka, ... uuuu a raczej maleńkie, nie wiedziałem że istnieją jeszcze takie piękne kobiety jak wy"
-Babes-"a my nie wiedziałyśmy że kiedykolwiek spotkamy takiego przystojniaka o piorunującym spojrzeniu"
-EL-"zostawmy spojrzenia i przejdźmy do sedna póki czas..."
-Babes-"Oj...niegrzeczny...,nie za szybko?"
-EL-"szybko?! a może chcecie poczuć prawdziwą prędkość?"
-Babes-"hmm..., a masz samochód?"
-EL-"wybierzcie który wam się podoba"
-Babes-"Ten...jest...duży i pojemny...hihi"
-EL-"a więc chodźmy maleńkie na małą "przejażdżkę" "...


Link 27.01.2008 :: 14:06 Komentuj (2)


Tymczasem gdzieś w innym miejscu na bezdrożach Mexico nasz dzielny policjant Dżej Di ( JD=Just Death) w brawurowym pośpiechu godnym „Drużyny A” kontynuował pościg za El… nie zwracając uwagi na przydrożne kusicielki.
Jak na prawdziwego przedstawiciela prawa przystało nie robił on postojów w przydrożnych barach szybkiej obsługi by nie tracić czasu.
Zastosował sztuczkę, której nauczył go dziadek (w 1/5 krwi Indianina 2/5 krwi borsuka 1/5 krwi kałkazkiego wojownika i 1/5 Kucyka Ponny), Dżej Di rozłożył sieci swojego promiennego uśmiechu by nałapać w niego sezonowe owady.

Nawet lokalny postrach kóz owiec i wieśniaków (kolejność nie jest przypadkowa) „El Chupacabra” popadł w depresję sięgającej poziomu „ultra amazing” widząc niedoścignienie i wytrwałość "psokonia" oraz łatwość, z jaką Dżej Di zdobywa pokarm. Potwór w ułamek sekundy uświadomił sobie, że stanowi ślepe ogniwo w ewolucji, bo oto przed nim czmychnął nadczłowiek na swoim hiper-dynamicznym środku transportu wraz, z którym tworzył samo uzupełniający się przykład książkowej syntezy ( cokolwiek by miało to znaczyć).
Gdy szeryf zniknął za wzgórzem „Chupacabra” spakował swoje manele i wyjechał do Hollywood gdzie dostał angaż w ekranizacji pewnej trzy częściowej książki o jakimś pierścieniu, co to go dźwiga mały koleś o włochatych stopach…


Link 27.01.2008 :: 14:07 Komentuj (0)


Po "szybkiej ""przejażdżce"" " El.. czym prędzej powrócił na parkiet przyspieszonym kroko-skokiem pustynnej gazeli. Wreszcie razem z ukochanym bratem mogli dać razem czadu. A tak dobrze to ostatnio imprezowali tylko w samym Czadzie, razem z Dżonem Pancernikiem. I tutaj właśnie ginie mit o tym że Rakieta w ogóle nigdy nie istniał. Istnieje !!! i ma się lepiej niż kiedykolwiek a do jego dyskoteki zjeżdżają wszyscy imprezowicze poczynając od pasa Oriona w prawą stronę hen hen i jeszcze dalej. Dziarę na klacie fundnął mu znajomek Skolfilda gdy był przejazdem i wstąpił na małe wiadro whisky. Alkoholu jest tu tak dużo że można po nim pływać lotniskowcem klasy Nimitz a dziewczyn tak wiele że jeszcze nie wymyślono tak dużej liczby by to opisać. Ponadto są gorące niczym piec hutniczy i łatwe jak przedszkolaki w przedszkolu. Warto mieć tu kolorowe draże, to najlepszy sposób na podryw, sukces murowany. Na pewno nie mają tu szans chłopaki bez spojrzenia łamiącego sufit, bez pewności siebie która powoduje samo otwieranie się sejfów, bez tak niskiego głosu od którego wypadają plomby w zębach oraz także bez zarostu potrafiącego przeciąć tętnice. To miejsce jest po prostu oazą kwintesencji daru natury. Alfą i Omegą wśród potrzeb ludzkości. Dobra koniec tego, ależ ze mnie swawolnik. Taniec idzie mi wprost wystrzałowo teraz muszę trochę po czarować gadaną i skombinować skądś te cholerne draże.


Link 27.01.2008 :: 14:08 Komentuj (0)


No i proszę, chyba trafiłem. Szansa odnalezienia tego miejsca wynosiła 1:piętnastu miliardów. Mapa zniwelowała ten upiorny wynik do śmiesznych 1:14 miliardów i w ten oto sposób zaraz uchylę rąbka tajemnicy otwierając wrota a w tedy na mych oczach pojawi się ten słynny błysk gwiazdy w oku i na zębach... , zapalę moje cygaro w kształcie litery Ę, poprawie okulary i palne jakąś niezmiernie przemyślaną i zgrabnie ulepioną gadkę w kierunku wybranki mojego libido.


Link 27.01.2008 :: 15:14 Komentuj (0)


I znowu wracamy do naszego stróża prawa oddanego swojej pracy, który ani przez chwilę nie zaprzestał swojego pościgu za zwyrodniałym absztyfikantem wyjętym z pod prawa kryjącym się pod pseudonimem – El trzy kropki. JD przecinając wstęgę czasoprzestrzeni na swoim hiper-dynamicznym środku transportu o wielkim potencjale gończo pościgowym, ale za to małych gabarytach... Ale co to, co to? Eeeee w moim scenariuszu jest napisane, że JD jest śledzony przez Nindżę z zakonu „jajamiomate” wynajętego po to by przerobić go na mielone i nakarmić nim wycieczkę szkolną z masą pryszczatych grubasów w okularach którzy nie pozostawili by nawet śladu związków atomowych tych oto kotletów. I tu przy zauważamy błąd skryptotera ponieważ widać na tym piekielnym zdjęciu z foto radaru tylko tego nicponia JD na swoim łobuziarskim sprzęcie pościgowym o mianie transportowej hybrydy silnika nad przestrzennego z Gwiezdnych Wojen (od „sokoła milenium”) połączonej z psem rasy futerkowej a jakiegokolwiek śladu nindży można szukać tu na próżno. Fotografia została objęta specjalnym programem „Softłer” amerykańskiej grupy „TimAmerika” która dzięki swej zrewolucjonizowanej technologii miała odnaleźć na tym zdjęciu jakiekolwiek tropy bądź dowody że jest tam jakiś nindża i że w dodatku wskazuje wyraźny tryb śledzący JD. Mimo wydanych bilionów dolarów i przeprowadzenia niezliczonych prób, badania nic nie wskazały. JD mógł kontynuować swą podróż i tak właśnie zrobił. Nie zatrzymywał się ani na krótką chwile, nie mrugał żeby nie przeoczyć poszlaki bądź zakrętu, nie oddychał bo pęd powietrza mu na to nie pozwalał, nie siadał bo nie miał na czym. Nawet gdy pies złapał łapę została ona zmieniona w biegu. Jego gonitwa za tym szatańskim fircykiem „El...” nabierała tempa z minuty na minutę a jego uśmiech stawał się coraz to szerszy wiedząc że depcze mu już po piętach.


Link 28.01.2008 :: 00:22 Komentuj (0)


I jestem!!! W końcu końców udało mi się uzyskać akses i pasłord. Musiałem się nieźle wysilić rozkminiając mechanizm funkcjonowania elewejtora który zwiózł mnie na dół do "Ul-a". Należało usiąść wygodnie na desce i nacisnąć spłuczkę wtedy to usłyszałem "Ul login end pasłord identiti aktiwejted, łelkom tu UL end hew a gut fan". Gdy zjechałem tym 8 kilometrowym szybem ujrzałem... Syjon, symbol ziemi obiecanej. Ależ cóż to, hola, hola... Kogoż ja tu widzę, proszę, proszę, któż by pomyślał... przecież to mój były pacjent "El...", poszukiwany przez wszystkich i każdego, wróg publiczny numer jeden. Przekręcę do jedynej osoby która przeżyła atak oposa ludojada mojego znajomka "Sprzedającego Śmierć" on na pewno też się za nim rozgląda. Jak znam, zaraz zaraz czy ta niunia patrzy się na mój sexy tyłek, ech życie O czym to ja? Aha! Jak znam życie "rycum ryc" (zaklął szpetnie)a je znam to oj joj będzie się działo...


Link 31.01.2008 :: 01:29 Komentuj (1)


Gdy tosty się pieką a ser topi koleś zwany "Sprzedającym Śmierć" miał kolejny ciężki dzień w pracy. Jak każdy normalny śmiertelnik wstał rano, zszedł z krzyża i wyprztykał dzyndzla. Potem zabrał się za przyrządzenie śniadania według przepisów niejakiego „Paskala” który po prostu gotuje. Śledząc jego instrukcje jak zrobić jajecznice z solą skonsumował indyka w sosie migdałowym. Wnet odzywa się upierdliwy Sażem i otrzymuje przez niego ultra mega achtung zakodowaną wiadomość w postaci papuga falistego. Zwierzak wyskrzeczał mu następujący wiadomość o następującej treści – S.odomia A.trakcyjna D.uża A.ltruistyczna M.iłość. Po przekazaniu zakodowanej wiadomości papug wywinął się na lewą stronę i przybrał formę czasopisma "Bravo Girl". Mesejdż dotyczył stawienia się w IraQu w trybie natychmiastowym bądź w jeszcze szybszym tzw. „Już tam jestem, mimo że nie spakowałem szczoteczki do zębów”. W zamian za pomoc ma otrzymać wczasy w ośrodku „Żagielek”, motorower Kingłej, roczną prenumeratę Deagostini „Sklej se to, kurde sam” i bezdomnego kota potrafiącego zamawiać pizzę. Niewiedząc jakiż to środek transportu był by najodpowiedniejszy, zadzwonił do zaprzyjaźnionego Zrzeszenia Transportu Prywatnego o bardzo chwytliwej nazwie "Taxi zasuwamy dla ciebie". Po objaśnieniu w centrali, co i jak i gdzie i za ile i przede wszystkim jak szybko pod okno jego przyczepy kempingowej N126 podleciał Tłom Kłrus w odrzutowcu, który zostawił sobie na pamiątkę po roli w ”Top Gun”. „Sprzedający Śmierć” zabrał swój podstawowy komplet dewastacyjno-łapiąco-tropiący wskoczył na pokład Horneta niczym mały chłopiec na Łilliego w filmie „Uwolnić Orkę”. W czasie przejażdżki okazało się, że Tłom dorabia na boku jako taksiarz by tylko nie przebywać w domu, że swoją żoną, – „…bo ona ciągle śpiewa mi tę durną piosenkę z Jeziora Marzeń.” W czasie lotu kiedy „Sprzedający Śmierć” rozkoszował się aromatem cygara zakupionego na BiPi przez chwilę poczuł że jego los skrzyżował się z losami innych prawdziwych twardzieli między innymi Dżeja Di którego zdjęcie dostarczyła "agencja do spraw cykania fotek znienacka". Widać na nim jak uwadze „JD” umyka wejście do epicentrum - najwidoczniej musiał w końcu mrugnąć okiem a to będzie kosztowało go jakieś 200 kilometrów przeoczenia trasy przy tej prędkości jaką obrał psokoń. Czy ocknie się i zauważy swój tragiczny w skutkach błąd?....być może tak a być może dostrzeże knajpę dopiero przy drugim okrążeniu planety.. Nim Sprzedający Śmierć zdążył naprawdę się zamyślić już wylądował w IraQu.


Link 05.02.2008 :: 20:52 Komentuj (2)


A tymczasem wygibasem zabawa trwa na całego. Wszyscy z radości po prostu się cieszą a mistrz ceremonii – Dj Pancernik testuje basami wytrzymałość czaszek imprezowiczów doprowadzając ich do czystego obłędu powodując defragmentacje zmysłów spowodowane masowymi przerwaniami komórkowymi między synapsami a także magnetycznej sublimacji jonosferycznej (przynajmniej „Pan Doktor” mówi że jest to prawdopodobne i że niczego nie wyklucza). Z czystych sfer politycznych na imprezie nie mogło zabraknąć przedstawicieli prawa. Odkąd „Rakieta” dał im wstęp wolny na wszelakie biby skończyły się kontrole sanepidu, emigracja nielegalnych pracowników, kontrole urzędu skarbowego czy też płacenie za odpiaszczanie tajemnych dojazdów mających po kilkadziesiąt tysięcy kilometrów długości, co trzeba zaznaczyć w linii prostej. A naszymi zupa einfach mega stróżami byli : aspirant Bączek przez: Ę i sierżant Manuel Dzyndzelo Dolores Kwasigroch z Kapsztadu przez: mam za duży hełm na głowie. Mimo jednak zaproszenia ich na siłę rozkręcali wraz z El-em ... nieziemską wprost zabawę. Kobiety wyczuwając magnesy męskości (bo był tam też Samczy Super Słynny kuzyn TEX) otaczały ich z każdej strony. Było ich tak wiele wokół że nawet tlen nie miał prawa się prześlizgnąć. Dobrze że na kursie strzyżenia bobrów, strugając ołowianego żołnierzyka nauczyli się wstrzymywać oddech a nawet aspirant Bączek osiągnął w tej dziedzinie mistrzostwo na dożynkach i trzy złote medale w zawodach gminnej straży pożarnej. Robili takie ewolucje że wszystkie cwaniaki z Ju Ken Dens uciekali do toalety się wypłakać a później wracali do domu z nierozpakowanymi gumowymi balonikami o charakterze antykoncepcyjnym. El ... wraz z kobietą tańczącą teraz za nim wymienili między sobą niecodzienny, przenikający duszę wzrok i w dodatku ta scena odbyła się w zwolnionym tempie poprzez kierującego rzeczywistością. El... wiedział że taka chwila zdarza się tylko raz w życiu. Próbował też zapomnieć o bolesnym fakcie jak to wszystkie jego dziewczyny poznane do tej pory dzięki spojrzeniu prowadzonym w zwolnionym tempie ginęły a toż z powodu wykasowania sejwów z GTA a toż znów poprzez nagłą katastrofę śmigłowca transportowego Sea King na Saharze. Czy rozdarty uczuciowo El... odnajdzie w końcu swoją prawdziwą, jedyną miłość życia? Czy jest jeszcze na tyle naiwny by w nią wierzyć? Odpowiedź na to trudne pytanie przyniesie samo życie...


Link 04.03.2008 :: 01:32 Komentuj (1)


Zdjęcie wykonane przez reportera naszional dżeografik ukazujące defragmentacje i niwelacje terenu dzikiego jak gnu/linux (czyli połączenie antylopy z pingwinem - to jest niezły bajer...nie? i że da się). Teren został zbrukany epickością siusiura zostawianego regularnie co 12 kilometrów przez DżejDi i jego nad hiper tekstualnego dekonstrukcyjnego konwergencyjno - kompilacyjnego psokonia jutra... co ma dużo futra a jego ojciec poznał jego matkę na pokładzie rybnego kutra. Na załączonym obrazku widać jak przez regularne posikiwanie tutejszych urodzajnych terenów odwalił nam kite lokalny park przyrodniczy w którym jego najbardziej aktywni mieszkańcy to mrówki z gatunku "łupisiupimamacirowerekkupi" (łacińska nazwa wymyślona przez znanego przyrodnika Pryndzenwalda Karbowanepekaesy co po polsku znaczy OMG WTF ROOTFL Ładabigantisit - jesitis). Tym czasem według grypsa sprzedanego nam przez żepardie Czestera co ma wielkiego czipsa i lubi go jeść więc wyciął sobie specjalnie z tego powodu żebro. Kij z figurą gimnastyczną Cześka, mesedż brzmiał w rytm piosenki pięciu na pewno nie hetero panów co to jest ich tylko fajw i nius wiadomość taką : "że po zimie przychodzi lato (i nie wiem z jakich powodów siła wyższa spowodowała iż następnym słowem będzie: ) ...respirator? - Nindża od niechcenia użył najbardziej banalnej sztuczki z możliwych mu dostępnych z książki Adama Słodowego "NindżąBądź". Niniejsza technika pochodzi ze strony 5razy12przez30 z rozdziału podrozdzielno - złożonego "Jak naciągnąć urząd skarbowy na zapomogę macierzyńską zmieniając się w słodkiego nierealistycznego króliczka samotnie wychowującego trójkę dzieci". Wpatrzeni w swoje majestatyczne Orły bieliki, bądź Sępy wędrowne, zakapturzone mnichy, wiotkie kluseczki, dynamizowane ślimaki, puchate Leszki co mają mieszki i w nich orzeszki... no pycacie pajaca o co biega. Dżej Di zagaił do swojego drucha po mega kozackim zdjęciu glassów ,zmarszczeniu brwi, ściągnięciu ust w dzióbek, przekrzywieniu głowy i przykucnięciu na jedno kolano nie przestając oddawać tego czegoś na niegdyś żyzną ziemię parku narodowego: "Nigdy", założył glassy i strzelił umoralniaka "Nigdy nie krzyżuj strumieni, bo można se bucika obsikać".


Link 26.05.2008 :: 09:29 Komentuj (1)


Kiedy naukowcy z całego świata są zajęci wyprodukowaniem preparatu, na „cellulit” to akurat jeden wybitny Doktor był zajęty wręcz z każdej strony. Pan Doktor (gdzie Pan to imię a Doktor nazwisko) po ówczesnym oblukaniu dziuniek na parkiecie odprawił staro Suahilijski rytuał, który to obudził w nim ducha mistycznie mitycznego jegomościa - „krzywdzącego tancerza”.

Legenda mówi, że był to nie człowiek a bardziej pół-bóg, który wkręcał się na potańcówki bibeczki i zuhause-party… „Krzywdzący tancerz” wskakiwał na parkiet i lewą noga przytupywał rytm a palcem wskazującym prawej ręki kręcił w powietrzu wtedy wszystkie urodziwe panny omdlewały pod jego stopami. Kiedy jego parkietowo taneczna niesamowitość opuszczała lokal niewiasty były skrzywdzone, że już nigdy nie zobaczą nikogo bardziej boskiego (chyba, że Ryśka Rynkowskiego).

Pan Doktor biegle władając wszystkimi tajnikami tańca „disco improwizowanego” niczym żółta bluzka latem, która przyciąga do siebie dużo tych małych czarnych robaczków zagarnął z parkietu, co większe „Palomity”. Oburzeni właściciele swoich lasencji tylko wytrzeszczyli oczasy-gałasy spoglądając oburzenio-pogardą z niewielką domieszką strachu i szczyptą podziwu bo zabawa miała trwać do rana…



Link 03.06.2008 :: 02:35 Komentuj (2)


My tu sobie gadu rozmowiu pitu pitu hposiu nawiju zagaju spiku a tym czasem, czym do „motylej nogi Tomka Jaworskiego” jest ten gaddem wery bardzo często wspominany UL?

O tuż wszystko zaczęło się w 1969 roku, kiedy to pewna brytyjska aktorka o nazwisku, Joan Henrietta Collins nam znana bardziej jako „ta krejzi wredna mącąca tu i tam też jędza Alexis” zakupiła umieszczoną 1857 metrów pod ziemią tajną ultra mega ahtung fajną Bazę wojskową. Pani Alexisowa po długiej konsultacji ze sztabem projektantów wnętrz zrobiła na trzech piętrach wysokich na trzy metry i szerokich na tysiąc siedemset dwadzieścia dwa następujące przemeblowania: Pierwsze piętro posiadało jak na tamte czasy najnowocześniejsze szafo komputery, które pod okiem profesora Gwintówki miały za zadanie przeliczyć świadomość aktorki by można było ją przenieść do jednego z jej klonów.

Drugie piętro dzięki skradzionej „Gulgamaksjańskiej” technologi multiopletarnej było wypełnione za hibernowanymi trzema tysiącami klonów „Dynastiowej Divy”.

Natomiast na Trzecim pani Joan Collins zamknęła największych myślicieli świata a były to niczego sobie osobistości takie jak: Wielka Dużo myśląca szalona głowa, profesor Kompresor, który po wypiciu magicznej mikstury przybierał ksywę „Fajna Lala tańcząca Gogo na rurze”, Pozytywny brat bliźniak Mojo jojo, Naukowiec z dużych Goog-lach, Alberto Ajsztajnioni, Małpa czytająca gazety oraz profesora z powrotu do przyszłości. Wunder naukowa kadra miała zbudować potężne użądzenie, które by mogło przenosić świadomość aktorki z jednego klona do drugiego tak, aby była wiecznie młoda…

UL posiada jeszcze jedno piętro gdzie zła wiedźma, która wcielała się w postać Alexis uwięziła przedstawicieli obcej i też dzięki serii filmów(teraz już wiemy, dlaczego nie ma piątej części obcego )bardziej znanej cywilizacji poza ziemskiej. Ufoludki zamknięte na dużo spustów i wiele zasów były bestialsko zmuszane do wytwarzania dla „gwiazdy” dużej ilości odjechanych kreacji, w których mogłaby paradować po swoich filmach i serialach.

Wszystko poszłoby zgodnie z planem gdyby nie…(jak w Scooby Doo) wredna banda wścibskich dzieciaków, która wprowadziła niedobry system operacyjny zwany wtedy „Okiennico żaluzje z pasjansem i zegarkiem”. Niestety z nadejściem nowego „serwisłpłakaa” nie było ją stać na wykupienie autoryzowanej wersji do wszystkich komputerów pokrywających powierzchnię tysiąc siedemset dwadzieścia dwóch metrów. Więc by zachować wszystkie kiecki i być w stanie nabyć nowy domeczek gdzieś w bewerychillosos wystawiła nieruchomość na serwisie: „akupsewmordepingwinamomhawirety…bogaty…zgedzie.com/pycnaorerta”


Link 11.12.2008 :: 01:11 Komentuj (1)



Gdy Pan Doktor zgrabnie fikał kozły na dębowym parkiecie z fikusa, jego wykwintnie ponętnymi ruchami zainteresował się promotor zapaśników, który na zbliżające się „smasz pancz szoł” miał zapotrzebowanie na kolejne mięso by przyjmować zakłady na nielegalne walki meksykańskich zapaśników. Oto te walki rozgrywały się tuż nieopodal. W miejscu gdzie krew na ścianach tworzyła nowe wizjonerskie obrazy Jacksona Pollocka miał na deskach ringu zasłynąć Pan Doktor, który wpadł niczym osikowa drzazga w oko promotorowi co siedzi na krześle, a potem...go noga mrowi. Ten owóż szczwany pan, który zamiast heloł mówi madafaka, noszący klawy kapelusz, morowy płaszczyk, tlący się tłumik zamiast cygara to wszystko od ilości strzelania, ciemne okulary, białe opraweczki, w misie i serduszka majteczki... to cały on... Od tyłu zaszedł doktora i pocisnął taką zawijką: „Hej...mroczny cyganie, widzę że uwielbiają Cię tu panie”, na to doktor zaczepnie- „Oh, tak? Wyryw to program mocny, stąd i porządny k(r)ak jest pomocny”, promotor- „Widzę że masz w sobie talent i potencjał siłacza co mocno potrafi uderzyć z plaskacza”, doktor- „Zali i owszem, nic a nic się nie mylisz gringo, posiadam wiele krzepy, ale tymczasem muszę skoczyć do toalety” , promotor –„A skacz sobie skacz, lecz najpierw swym laserowym wzrokiem na dół patrz. Masz tu mą wizytówkę i na ringu cię widzę wkrótce. Można zarobić sporo hajsu, a i panienek więcej będzie od lansu.” Promotor mrugnął oczkiem i chyłkiem myknął, gdzieś boczkiem. Pan Doktor mrużąc oczy, bo red rej to nie blu rej i czasem jakiś błąd wyskoczy, miętosił przez chwile wizytówkę by po chwili wysłać potwierdzenie zaproszenia mejlem na telefon wyrwany z okolicznej budki i chowany w skarpetkach typu half-ankul soks.

PunktG - JEST TO KRONIKA NASZEJ UCIECZKI PRZED RZECZYWISTOŚCIĄ

 

Wszystko zaczęło się w Styczniu 2008r.

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Kategorie

Wyślij wiadomość

Linki

Załóż bloga


WSZELKIE OPINIE KOMENTARZE I UWAGI PROSIMY UMIESZCZAĆ
> TUTAJ <




NINIEJSZĄ STRONĘ POWINNO SIĘ OGLĄDAĆ WRAZ Z MUZYKĄ GDYŻ RAZEM STANOWIĄ CAŁOŚĆ


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl