Kiedy naukowcy z całego świata są zajęci wyprodukowaniem preparatu, na „cellulit” to akurat jeden wybitny Doktor był zajęty wręcz z każdej strony. Pan Doktor (gdzie Pan to imię a Doktor nazwisko) po ówczesnym oblukaniu dziuniek na parkiecie odprawił staro Suahilijski rytuał, który to obudził w nim ducha mistycznie mitycznego jegomościa - „krzywdzącego tancerza”.

Legenda mówi, że był to nie człowiek a bardziej pół-bóg, który wkręcał się na potańcówki bibeczki i zuhause-party… „Krzywdzący tancerz” wskakiwał na parkiet i lewą noga przytupywał rytm a palcem wskazującym prawej ręki kręcił w powietrzu wtedy wszystkie urodziwe panny omdlewały pod jego stopami. Kiedy jego parkietowo taneczna niesamowitość opuszczała lokal niewiasty były skrzywdzone, że już nigdy nie zobaczą nikogo bardziej boskiego (chyba, że Ryśka Rynkowskiego).

Pan Doktor biegle władając wszystkimi tajnikami tańca „disco improwizowanego” niczym żółta bluzka latem, która przyciąga do siebie dużo tych małych czarnych robaczków zagarnął z parkietu, co większe „Palomity”. Oburzeni właściciele swoich lasencji tylko wytrzeszczyli oczasy-gałasy spoglądając oburzenio-pogardą z niewielką domieszką strachu i szczyptą podziwu bo zabawa miała trwać do rana…
Name:

Komentarze:

01.06.2008, 18:49 :: 79.186.107.7
kosiares
szkoda że mnie tam niema...