Link 27.01.2008 :: 14:06 Komentuj (2)

Tymczasem gdzieś w innym miejscu na bezdrożach Mexico nasz dzielny policjant Dżej Di ( JD=Just Death) w brawurowym pośpiechu godnym „Drużyny A” kontynuował pościg za El… nie zwracając uwagi na przydrożne kusicielki.
Jak na prawdziwego przedstawiciela prawa przystało nie robił on postojów w przydrożnych barach szybkiej obsługi by nie tracić czasu.
Zastosował sztuczkę, której nauczył go dziadek (w 1/5 krwi Indianina 2/5 krwi borsuka 1/5 krwi kałkazkiego wojownika i 1/5 Kucyka Ponny), Dżej Di rozłożył sieci swojego promiennego uśmiechu by nałapać w niego sezonowe owady.
Nawet lokalny postrach kóz owiec i wieśniaków (kolejność nie jest przypadkowa) „El Chupacabra” popadł w depresję sięgającej poziomu „ultra amazing” widząc niedoścignienie i wytrwałość "psokonia" oraz łatwość, z jaką Dżej Di zdobywa pokarm. Potwór w ułamek sekundy uświadomił sobie, że stanowi ślepe ogniwo w ewolucji, bo oto przed nim czmychnął nadczłowiek na swoim hiper-dynamicznym środku transportu wraz, z którym tworzył samo uzupełniający się przykład książkowej syntezy ( cokolwiek by miało to znaczyć).
Gdy szeryf zniknął za wzgórzem „Chupacabra” spakował swoje manele i wyjechał do Hollywood gdzie dostał angaż w ekranizacji pewnej trzy częściowej książki o jakimś pierścieniu, co to go dźwiga mały koleś o włochatych stopach…
